sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 4 POWRÓT będą rozdziały!


  Następny dzień w którym muszę iść do szkoły. Idę tam po to żeby spotkać się z Kamilem, mam nadzieje że znów nie dam plamy. Przed wyjściem przytrzymała mnie mama.
-Córuś, mam pytanie
-Jakie? Śpieszę się. -powiedziałam obojętnie
-Chciałam zapytać się czy byś nie miała nic przeciwko jak ja z tatą i Olivierem pojedziemy do Warszawy?
-Jakiej Warszawy? Po jakiego grzyba tam?
-No bo ja dostałam tam pracę na kilka dni od szefa i chciałam zabrać tam ojca i Oliviera byśmy razem mogli pozwiedzać, pobyć razem...
-A ja?! Może też bym chciała tam jechać?! -wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami. Mam tego dość oni o mnie po prostu nie myślą, najbardziej mnie to boli. Weszłam do szkoły przywitałam się z Marysią i pierwsze mieliśmy fizykę, pan od tego przedmiotu od razu mnie zapytał
-powiedz mi jaki jest wzór na ciśnienie-powiedział się szyderczo uśmiechając
-P równa się F przez s -odpowiedziałam a jego uśmiech zszedł z twarzy
-Proszę podejść do tablicy-wskazał, jak poprosił tak więc zrobiłam-Rozwiąż mi to zadanie i omów to doświadczenie- szczerze mówiąc nie umiem zrobić tego zadania ale doświadczenie umiem, obróciłam się by Marysia mi pomogła, wzięła kartkę napisała na niej wielkimi literami rozwiązanie. Nauczyciel się nie skapnął, a ja dałam radę.
-To teraz omów doświadczenie- omawiałam stojąc twarzą do klasy, pokazując co robić. Gdy skończyłam zadzwonił dzwonek.  Spakowałam się i poszłam za Kamilem
-Hej-uśmiechnęłam się
-Nara-odszedł ode mnie. Poczułam się jak śmieć. Wczoraj gadaliśmy normalnie a dziś... co za psychol. Poszłam do szatni, Chciałam otworzyć szafkę ze swoimi ciuchami lecz ona była tak zatrzaśnięta że sama nie mogłam jej otworzyć. poszłam poszukać kogoś by mi pomógł.
-Pomógł byś mi otworzyć szafkę?-zapytałam jakiegoś znajomego
-A co sama nie dajesz rady?
-Nie, to pomożesz?
-Oczywiście.. że nie. Spadaj blondi. -oddaliłam się na kilka kroków i wkurzona z całej siły wskoczyłam na jego plecy bijąc go pięściami w głowę. Jego Koledzy zszokowani całą sytuacją nie wiedzieli co robić. Ja nie dałam za wygraną, biłam go ile wlezie. Nie zauważając dyrektora, który zauważył całą sytuację.
-Wojciechowska do gabinetu! I to już!- zwalona z pleców tego palanta, poszłam za dyrektorem przy czym mrużąc oczy na tego gościa.
-Siadaj! -rozkazał. Usiadłam. -Opowiedz co się stało.
-Szafka mi się zatrzasnęła. -odparłam
-I to ma wszystko wyjaśniać?
-prosiłam o pomoc kolegę. A on do mnie "spadaj blondi" . to ma być pomoc?
-Ale nie musiałaś z pięściami na niego. Teraz będziesz miała przez to wszystko problemy!-uniósł się dyrektor, który jak zawsze nie tolerował takiego zachowania
-Mogę już iść?-z emocji zebrały mi się łzy.
-Idz. Ale wiedz że i tak nie przedzie Ci koło nosa. - wyszłam z tego cholernego pomieszczenia. Omijając ludzi na korytarzu. Słyszałam głupie śmiechy.
-I co? Znów na mnie naskoczysz, blondi? -powiedział ten typek. Nie zwracając uwagi na to weszłam do szatni. Próbowałam otworzyć tą pieprzoną szafkę. Szarpałam, waliłam kopałam na nic. Załamana głupią szafką usiadłam na ławce z twarzą w dłoniach.
-Ej lala co jest? -weszła Marysia
-Szafka się zepsuła a mam w niej wszystko.
-Jak to..? Poczekaj-popatrzyła na szafkę i po namyśle kopnęła ją z całej siły, a ona się otworzyła. Zdziwiłam się.
-A ja nie mogłam dać rady. Dzięki siostra. -wzięłam z niej ciuchy. I zaczęłam się przebierać.
-Słyszałam że byłaś u dyrektora.
-Oo. widzę że plotki szybko się rozchodzą.
-Oj no. Nie gniewaj się
-A czy ja się gniewam?
-Na to wygląda. -weszłyśmy na salę. Zaczęliśmy rozgrzewkę. Dalej nie pamiętam...
-Monika! -słaba otworzyłam oczy
-Co się stało?
-Zemdlałaś. -powiedziała Marysia
-Zadzwonię po twoich rodziców-powiedziała nauczycielka
-Rodziców nie ma w domu.-powiedziałam schylając głowę a długie blond włosy zakrywały moją bladą twarz
-A gdzie są?
-W pracy. Zawsze ich nie ma.
-To może Kamil odprowadzisz Monikę do domu? -powiedziała do niego
-dobrze, jak trzeba. -zgodził się
-To Monia przebierz się i Kamil Cię odprowadzi. -wzięłam poszłam do szatni. Wróciłam przebrana. Szliśmy w ciszy.
-Dlaczego się do mnie nie odzywałeś? -przerwałam ciszę
-Jakoś tak wyszło.
-Jakoś? A wiesz jak ja się czułam? Jak śmieć którego zostawiasz po zjedzeniu batona.
-Wiem. Przepraszam nie chciałem tak postąpić. Ale wiesz nie chcę żeby się Ewa dowiedziała
-Pogodziliście się?
-Tak, ale nie jestem pewien co do niej.-chwila ciszy-kocham ją a z drugiej strony nie. Sam nie wiem.
-To dlaczego nie chcesz żeby ona się nie dowiedziała?
-... Patrz jesteśmy już na miejscu.-wskazał
-A no tak. Zagapiłam się. -stanęłam przed drzwiami od bloku
-Zdrówka. Trzymaj się. - uśmiechnął się i poszedł.
                       
                         *5 godzin póżniej*

    Rodzice wrócili. Weszła mama do mojego pokoju oznajmując
-Monia przyjdz do kuchni -wstałam i poszłam
-Z mamą ustaliliśmy że pojedziemy do Warszawy z Olivierem. A ty zostaniesz z babcią tu w domu. Wyjeżdżamy jutro o 5 rano.
-Jaa?! Ja też chcę z wami jechać !!
-Przykro córuś ale mogę wziąć tylko dwie osoby-powiedziała mama
-Wiecie co jesteście okropni! - zamknęłam się w pokoju. Oparta o drzwi zaczęłam płakać.
______________________________________________________
Wróciłam :D
I zostawiam rozdział :)

1 komentarz: