-Dobry wieczór mamo.-powiedział Kamil
-Dobry wieczór-powiedziałam nie pewnie
-Witam, witam. Co się dzieje? -zapytała
-Znów pokłóciłem się z ojcem a mojej... przyjaciółce zdarzyła się podobna sytuacja-poparzył na mnie
-To wchodźcie, zimno jest. -pokazała gestem by wejść
-Nie gniewasz się mamo?
-Skąd że. Tylko jeden problem. Mam o jeden pokój za mało.- zażartowała
-Możemy razem spać w jednym, to nic złego-powiedział Kamil
-Na pewno? Teraz chodźcie, coś zjeść. -zaprowadziła nas do kuchni.
Po skończonym posiłku , poszliśmy do pokoju. Kamil położył się na łóżku.
-Mam nadzieje że mnie tu nie znajdą-westchnęłam
-Jak niby? masz komórkę ?
-Mam. -wyciągnęłam z kieszeni, zauważyłam nieodebrane od mamy-popatrz-rzuciłam mu telefon
-Spokojnie przy mnie Ci nic nie grozi-położyłam się koło niego.
-Mogę być pewna?
-Na 100% -zaśmiał się -daj telefon -wziął go z pod poduszki
-Nie proszę.-próbowałam mu zabrać, weszłam mu na kolana. Ale tym że jestem zmęczona, odpuściłam. Oparłam się głową o jego klatkę. A on prze szpiegował mi telefon.
-Ładnie tu wyszłaś-pokazał-a to kto? -pokazał zdjęcie z chłopakiem
-To mój kuzyn-spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się ze sobą zetknęły. Jakby czas w około się zatrzymał. Jego niebieskie oczy mnie oczarowały. Mieliśmy blisko swoje twarze, nasze usta złączyły się w jeden nie pewny pocałunek potem w bardzo gorący.
Czułam te motylki w brzuchu. Po raz pierwszy się pocałowałam. Ten mój moment w którym świat przestał istnieć, moje marzenie się spełniło ale czy dobrze postąpiłam?
-Przepraszam..-odsunęłam od niego twarz -Nie powinnam tego robić. Jeszcze raz przepraszam.-wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam się w łazience. Napuściłam do wanny gorącą wodę. Weszłam do niej i zanurzyłam się. Nie mogłam przestać myśleć o tym pocałunku. Jak mógł odwzajemniać moje pocałunki jeśli kocha swoją dziewczynę. Fakt oni się pokłócili ale kto wie może się zejdą a ja mu w tym utrudniam. Nie wiem co mnie podkusiło by go pocałować. Może dlatego że czuje do niego coś więcej, a on do mnie nic. Chciałam spróbować jak to jest z pocałunkiem i już wiem. Czułam jak chce mnie odepchnąć na samym początku ale później mu się to spodobało. Sama nie wiem co o tym myśleć. Po skończonej kąpieli wróciłam do pokoju.
-Chyba nie będziesz spać w ciuchach.-popatrzył. Byłam nie pewna cokolwiek mu powiedzieć ale odważyłam się.
-A mam inne wyjście?-jeszcze raz popatrzył z góry na dół i rzekł
-Dam Ci moją koszulkę-wstał, pogrzebał coś w szafie-no musi tu być o jest-wyciągnął jedwabną dużą koszule, dał mi
-Dziękuję. -obróciłam się, zdjęłam swoją bluzkę i założyłam koszulkę, zdjęłam też spodnie i wskoczyłam do pościelonego łóżka. A Kamil położył się koło mnie. Popatrzałam się na niego
-Nie jesteś na mnie zły? -zapytałam nie pewnie
-Ja? Niby czemu?
-Ty wiesz za co...
-Nie no coś ty.-obrócił się -dobranoc-powiedział chłodno
-Dobranoc..-posmutniałam i też obróciłam się na drugi bok. Długo nie mogłam zasnąć, cały czas moja głowa myślała. Kiedy ma myśleć to nie myśli a wtedy co nie trzeba to myśli. Po jakimś czasie poczułam na sobie dłoń. Kamil objął mnie w pasie i po tym krótkim czasie usnęłam.
*Rano*
Po śniadaniu, odebrałam telefon od mamy
-Haloo.?
-Córciu, gdzie jesteś? Martwię się.
-To tatulek się nie poskarżył?
-Co takiego?
-To że mnie pobił!?- zebrały mi się łzy w oczach
-Co ty wygadujesz, ojciec by takiego czegoś nie zrobił!
-To teraz trzymasz jego stronę? A ja?! Myśleliście chociaż o mnie?!
-To nie tak..
-A jak? Dla was się liczy tylko praca, pieniądze i Olivier! -rozłączyłam się.
-Przepraszam że tak nakrzyczałam i za to że robię problemy. -ruszałam w stronę wyjścia
-Chociaż podwieziemy Cię do domu-powiedział Kamil
-Nie. Nie chce tam wracać. Ale dziękuję za to co dla mnie zrobiliście.-sztucznie się uśmiechnęłam-Do widzenia-Wyszłam z domu. Miałam zamiar iść do mojej babci. Zamówiłam taksówkę i podjechałam pod jej dom. Zapukałam, otworzyła mi.
-Dzień dobry babciu-przytuliłam się do niej
-No Witaj, wnusiu. Co Cię do mnie sprowadza? -zapytała, wpuszczając mnie do środka.
-A nic. Problemy mam.-weszłam do salonu i od razu usiadłam.
-Znów kłótnie? -zapytała
-Też, babciu. Ale nie tylko, coś poważniejszego.
-Poczekaj zaraz zrobię herbatkę-poszła do kuchni. Po chwili przyszła z herbatą, dla mnie zrobiła moją ulubioną z miodem. Wyżaliłam się babci co leżało mi na sercu, co zrobił mój ojciec aż do tego momentu. Zawsze mogę się jej wygadać.
-Mogę zostać u Ciebie babciu? -zapytałam nie pewnie
-Zawsze możesz ale jutro szkoła to może powinnaś jechać do domu?
-Ja tam nie chcę wracać.
-Ale kochana. Musisz.
-Nie i koniec.-wzięłam poduszkę pod brzuch, bardzo ją ściskając. Babcia gdzieś wyszła. Przyszedł do mnie klakier, kotek babuni. Usiadł na moich kolanach. A ja zaczęłam go głaskałać. Do pomieszczenia weszła babcia z moimi rodzicami. Przestraszyłam się.
-Skarbie...-przytuliła się do mnie mama.
-Puść mnie! -odsunęłam ją od siebie
-Co się z tobą stało? Jesteś taka inna...-popatrzała na mnie ze zapłakanymi oczami.
-Dorastam mamuś, dorastam. -powiedziałam obojętnie.
-Dosyć tych czułości, jedziemy już do domu.-powiedział wściekły ojciec
-Babciuu..-popatrzałam na nią ze zaszklonymi oczami.
-To jest dla twojego dobra.-wyszeptała babunia. Razem z rodzicami wyszłam z budynku. W ciszy jechaliśmy do domu. Gdy przekroczyłam próg drzwi od razu zaczęła się awantura. Kazali mi iść do kuchni, wskazali na krzesło by usiąść. Jak kazali tak też zrobiłam. No i zaczęli
-Gdzie byłaś?-nie odzywałam się-Pytam się gdzie byłaś tej nocy?-cisza-Do cholery jasnej mów gdzie byłaś! Matka przez to spać nie mogła i do pracy nie poszła! -krzyczał Ojciec
-Trochę przyhamuj. Córciu powiesz nam gdzie byłaś?
-...Byłam w parku, spałam w rowie przykryta liśćmi. Rano poszłam do babci... -powiedziałam sarkastycznie
-Nie kłam!-rodziciel walną ręką w stół
-Mówię prawdę!-krzyknęłam
-Przestań-prawie walną by mnie w twarz
-Co ty oszalałeś?! Nie normalny jesteś?!-krzyczała na niego moja matka. Ja już miałam tego dość i weszłam do pokoju. prawie cały czas w nim siedziałam i bezinteresownie gapiłam się w ekran telefonu. Dopiero pod wieczór poszłam przejść się na spacer. Założyłam bluzę i buty wyszłam z bloku. Błądziłam uliczkami, tam i tu. Nie było już nic ciekawego, usiadłam na murku patrząc się na skocznie dla deskorolek. Poczułam jak ktoś się skrada za moimi plecami szybko się odwróciłam.
-Eehh..! nie udało mi się. -zaśmiał się Kamil
-Hej co ty tu robisz?-na jego widok się uśmiechnęłam
-Właśnie wyszedłem pojeździć , patrze a tu ktoś siedzi a mówię sobie to Monika, nie myliłem się to na prawdę ty-śmiał się siadając koło mnie, kładąc na betonie deskę.
-Nie gadaj że umiesz na jej jeździć-cały czas uśmiech nie schodził mi z twarzy
-Umiem, nawet Ci pokażę-zeskoczył-No chodź-jechał na niej na skocznie a ja za nim podążałam. Pokazywał jak na prawdę umie jeździć. Wyglądał na tym obłędnie.
-Nie wywal się!-na co on przyjechał na niej koło mnie
-Nie wywalę się, teraz twoja kolej-zszedł z niej
-Chyba żartujesz ja nigdy nie miałam z nią do czynienia
-Nigdy?
-No dobra, to było raz ale potem zaliczyłam glebę-zaśmialiśmy się. Weszłam na deskę a on obok objął mnie i trzymał a ja powoli jechałam. On mnie trzymał przy czym jeszcze bardziej popychał aż za mocno i wylądowaliśmy na Ziemi, ja na nim.
-Miałeś mnie trzymać!
-Nadal trzymam-tak cały czas leżeliśmy na Ziemi. Patrzeliśmy sobie w oczy aż do momentu przyjścia tak przyjścia kogoś...
-Emmgghh.. -dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi
-To nie tak jak myślisz-tłumaczył się Kamil
-Powiem jej to! szła już
-Czekaj, czekaj-poszedł za nią, ja tylko stałam i podsłuchiwałam-Jak jej powiesz to pożałujesz. Masz trzymać tą swoją mordę na kłódkę, a tak przy okazji to ona jest dla mnie bliską osobą.
-A teraz ty mnie posłuchaj, jak jeszcze raz Cię z nią zobaczę albo zauważę że nią rozmawiasz to nie zawaham się powiedzieć to wszystko Ewie! Żegnam. -poszła. Ja podeszłam do niego
-Może w czymś pomóc?
-Zostaw mnie, to wszystko twoja wina! Nie potrzebnie wyszedłem z domu.
-A no tak to przecież moja wina, a kogo tu by innego. Widzę że wszystkim przeszkadzam, do zobaczenia.
-Żegnaj!-cały wściekły wrócił do domu. A ja niby też do swojego. Po jakimś czasie wróciłam, ale teraz bez żadnych awantur. Położyłam się na łóżku, myśląc o tym co teraz się stało. Z moich rozmyśleń przerwał mi telefon.
-Tak, słucham?
-Hej to ja Kamil
-Skąd masz mój numer? -zdziwiłam się
-A no wiesz jakoś tak sam się wpisał
-Mówisz że sam się wpisał to ten twój telefon to jakiś magiczny jest.
-No widzisz
-Dzwonisz pewnie w jakiejś sprawie...
-Skąd wiesz a może nie?
-Przez te kilka dni Cię dobrze znam.
-No właśnie chcę Cię przeprosić, ta dzisiejsza akcja to trochę taka dziwna i ja jeszcze do tego się na Ciebie uniosłem nie potrzebnie, jestem na prawdę głupi.
-Jeśli masz mnie przepraszać to przyjdź pod drzwi siedź do samego rana z bukietem róż. -zachichotałam
-Nawet dobry pomysł, muszę wypróbować-zaśmiał się-a i jeszcze jedno chciałem usłyszeć twój głos przed zaśnięciem.
-Miło
-To dobranoc, do jutra widzimy się w szkole
-Dobranoc, śmieciu-zaśmiałam się i rozłączyłam. Ledwo co zapisałam jego numer i usnęłam
_____________________________________________
Hej robaczki, dodaję bardzo późno rozdzialik :*
Mam nadzieje że się podoba :) :*