niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 2


    Ponownie spotykamy się w szkole. Aktualnie mamy wychowanie fizyczne. Pan od w-f'u dał nam duży wysiłek.
-Jeszcze 5 minut! biegać, biegać! -krzyczał do nas. Ja biegłam razem z Marysią, Szymonem i Kamilem. Kamil obok mnie coś gadał a mi robiło się słabo i coraz cicho go słyszałam. Dalej nic nie pamiętam...
-Monika! Monika!-otworzyłam oczy, widziałam taką mgłę przy mnie był Kamil jak i wszyscy zgromadzeni
-Co się stało? -mówiłam słabo
-Zemdlałaś, jakby nie Kamil to byś upadła i nie wiadomo co jeszcze sobie zrobiła-poinformował mnie nauczyciel. Siedziałam na ławce pijąc wodę, którą przyniósł mi mój bohater.
-Już jest lepiej ? -zapytał siedząc koło mnie
-Mhm..-patrzałam na niego a serce biło jak oszalałe
-Może chciałabyś ...-nie dokończył
-Kamil do reszty, gdzie się obijasz ? -przerwał mu pan od wychowania fizycznego
-Przepraszam... trzymaj się-załapał mnie za rękę a potem puścił. Poszedł do reszty, ja z całej tej sytuacji nawet mu nie podziękowałam, jaka sierota ze mnie. Co lekcję mi się przyglądał tak dyskretnie.
   Po lekcjach postanowiłam zostać na dodatkowej fizyce, jakoś mi z nią nie idzie. Siedziałam pod klasą wraz z moją ulubienicą "książką". Przyszedł do mnie Kamil.
-Hej-dosiadł się do mnie-Nie mogłem Cię znaleźć-zaśmiał się-Chciałem Ci powiedzieć...-znów mu przerwało zadzwonił dzwonek. Jak dzwonek przestał dzwonić to powiedział
-Czy chciałabyś...-nie dokończył
-Kamil ! Chodź tu szybko, sedes petardą wywalili-przyszedł po niego kolega
-Wybacz... może zobaczymy się następnym razem- No na pewno..pomyślałam. Weszłam do klasy oczywiście spóźniona.
-Kogo ja tu widzę? -powiedział uradowany Kowalski
-Proszę niech pan daruje sobie szczegółów-powiedziałam obojętnie i usiadłam na końcu w ławce
-Psstt... mogę się przysiąść ? -zapytał Adrian
-Jak musisz to chodź-odsunęłam krzesło a on usiadł
-Mam sprawę
-To mów-w tym momencie wyciągałam piórnik i zeszyt
-Robię imprezę, przyjdziesz?
-Nie wiem czy przyjdę rodzice na pewno mi nie pozwolą bo będę musiała się zająć młodszym bratem
-Już przyszła i gada-powiedział nauczyciel
-Przepraszam, ale przyszłam po to by się czegoś nauczyć a tu mój kolega mi tłumaczy-pokazałam ręką na niego i podniosłam zeszyt do góry.
-I jak? zgadzasz się? -zapytał
-Jak mi rodzice pozwolą to przyjdę a jak nie to trudno, teraz to się uczymy bo miła lekcja się zapowiada-powiedziałam ironią. Po skończonej lekcji podreptałam do domu sama bo Marysia kończyła o godzinę wcześniej niż ja. Idąc ulicą usłyszałam za sobą głos Kamila, obróciłam się
-Monika poczekaj!-przybiegł do mnie
-Tak?
-Od pewnego czasu zbieram się by Ci coś powiedzieć tylko zawsze mi ktoś przeszkadza a więc... Pójdziesz ze mną do Adriana na imprezę?
-No nie wiem..
-Czemu ?
-Muszę pilnować brata.
-A ile on ma lat ?
-Trzy -zaśmiałam się
-To wykombinuj coś i przyjdź do mnie.
-Zobaczę. Wejdziesz? - zapytałam gdy zatrzymaliśmy się przy drzwiach od bloku
-Nie będę się narzucał.
-A może jednak?- spojrzałam mu się w oczy
-Jak tak bardzo nalegasz.-zaśmiał się, zadzwoniłam domofonem pod swoje nazwisko, otworzył nam mój brat. Weszliśmy do środka.
-Sam jesteś?
-Tiak, a mogę iść do Oskara?
-Idz, w końcu będzie spokój-pomruczałam pod nosem, złapałam Kamila za rękę i zaprowadziłam go do swojego pokoju. -Chcesz coś do picia? -zaśmiałam się
-Nie, dzięki.
-Ale i tak Ci przyniosę. -poszłam do kuchni. Wróciłam z dwoma szklankami soku wraz z ciastkami.
-Masz fajny pokój.
-Dzięki, tata projektował.
-Twój tata jest architektem?
-Tak, a co znasz go?
-Nie, ale domyśliłem się-zaśmiałam się. Nasza rozmowa trwała bardzo długo.
-Masz chłopaka?
-Nie. a ty dziewczynę? -uśmiechnęłam się
-Mam. -a mi zszedł uśmiech z twarzy i ukuło mnie w brzuchu-ale to nie jest do końca pewne bo nie dawno się pokłóciliśmy.
-Mhm.. -westchnęłam
-Przepraszam, ale muszę już iść tata każe mi wracać. -przeczytał sms'a
-No dobra.-odprowadziłam go do drzwi.
-No to do jutra-pocałował mnie w polik
-Pa-uśmiechnęłam się do niego i pomachałam. Ma dziewczynę. Będę walczyć. Ubrałam buty, zamknęłam drzwi i poszłam do przyjaciółki na piętro wyżej.
-Dzień dobry, przyszłam po Oliviera
-Dzień dobry, Olivier siostra po Ciebie przyszła-przyszedł i zakładał swoje białe adidasy
-Marysi nie ma?
-Nie, jest u Szymona
-Dziękuję, do widzenia.-pożegnałam się i wróciłam z młodym do mieszkania. Zastałam w nim tatę, który był zły, bardzo.
-Czemu tak późno byłaś z nim u Marysi?-zapytał wściekły
-To on był tam długo.-przeciwstawiłam się mu
-A ty gdzie byłaś jak on tam był?
-Uczyłam się
-Tio nie prafda , tu bił jakiś chłopak-zestresowałam się
-Mówiłem że masz nikogo obcego nie przyprowadzać do domu!
-To nie jest nikt obcy!
-Oprócz Marysi ma nikt nie przychodzić !
-Zabraniasz mi!? Mam sama siedzieć w domu?! Zawsze tak jest, ty i mama tylko zajmujecie się Olivierem a ja wam nie jestem potrzebna! Będzie najlepiej jak umrę! To wtedy będziecie mieli spokój!
-Zamknij się- a ojciec przywalił mi z ręki w twarz. Cała rozczarowana, tym co zrobił wybiegłam z domu. Gdy zabrakło mi tchu usiadłam na najbliższej ławce. Było już ciemno i zimno jak na początek wiosny to zimne już wieczory, ja na krótki rękaw stuliłam nogi i płakałam.
-Monika?! -krzyknął Kamil, podniosłam głowę
-Kamil? A co ty tu robisz?
-Wyszedłem... na spacer. A ty? Ej zimno jest , przeziębisz się -przykrył mnie czarną skórzaną kurtką, która pachniała jego perfumami.
-Ja też, tylko zapomniałam bluzy. -spojrzałam na niego
-Nie kłam, widzę że płakałaś powiedz co się dzieje.-mówił takim miłym spokojnym głosem.
-Mogę Ci zaufać.
-No pewnie.
-...Od pewnego czasu mój tata zrobił się zły, agresywny. Mamy nie ma codziennie w domu, moim bratem czasem ona się zajmie albo babcia, która czasem przychodzi. Ja jak przychodzę do domu to jestem sama, nie mam wparcia w rodzinie, zawsze jak coś Olivier zbroi to wszystko spada na mnie oni mi nie ufają, Tylko Olivier i Olivier a ja już się nie liczę. Mam dość. A teraz uciekłam z domu bo... Ojciec mnie pobił. -rozpłakałam się.
-Spokojnie, masz mnie-przytulił mnie do swojej klatki piersiowej. Czułam się bezpiecznie w jego ramionach.-Moi rodzice rozwiedli się , wychowuję mnie ojciec i macocha. Teraz wyszedłem na zewnątrz bo nie mogę wytrzymać, coraz częściej kłócę się z tatą.
-Współczuję Ci-wtuliłam się jeszcze bardziej.
-Mam pomysł, możemy się schronić u mojej mamy mieszka niecałe dwa kilometry stąd.
-Jesteś tego pewien?
-Chodź, te dwa kilometry nie pójdą na marne. -zażartował sobie, złapał mnie za rękę i poszliśmy przed siebie.
___________________________________________________
Hejka! ;**
  No i jest 2 rozdział ;D Czekam na komentarze. :) Buziaczki. ;**