sobota, 20 grudnia 2014
Rozdział 4 POWRÓT będą rozdziały!
Następny dzień w którym muszę iść do szkoły. Idę tam po to żeby spotkać się z Kamilem, mam nadzieje że znów nie dam plamy. Przed wyjściem przytrzymała mnie mama.
-Córuś, mam pytanie
-Jakie? Śpieszę się. -powiedziałam obojętnie
-Chciałam zapytać się czy byś nie miała nic przeciwko jak ja z tatą i Olivierem pojedziemy do Warszawy?
-Jakiej Warszawy? Po jakiego grzyba tam?
-No bo ja dostałam tam pracę na kilka dni od szefa i chciałam zabrać tam ojca i Oliviera byśmy razem mogli pozwiedzać, pobyć razem...
-A ja?! Może też bym chciała tam jechać?! -wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami. Mam tego dość oni o mnie po prostu nie myślą, najbardziej mnie to boli. Weszłam do szkoły przywitałam się z Marysią i pierwsze mieliśmy fizykę, pan od tego przedmiotu od razu mnie zapytał
-powiedz mi jaki jest wzór na ciśnienie-powiedział się szyderczo uśmiechając
-P równa się F przez s -odpowiedziałam a jego uśmiech zszedł z twarzy
-Proszę podejść do tablicy-wskazał, jak poprosił tak więc zrobiłam-Rozwiąż mi to zadanie i omów to doświadczenie- szczerze mówiąc nie umiem zrobić tego zadania ale doświadczenie umiem, obróciłam się by Marysia mi pomogła, wzięła kartkę napisała na niej wielkimi literami rozwiązanie. Nauczyciel się nie skapnął, a ja dałam radę.
-To teraz omów doświadczenie- omawiałam stojąc twarzą do klasy, pokazując co robić. Gdy skończyłam zadzwonił dzwonek. Spakowałam się i poszłam za Kamilem
-Hej-uśmiechnęłam się
-Nara-odszedł ode mnie. Poczułam się jak śmieć. Wczoraj gadaliśmy normalnie a dziś... co za psychol. Poszłam do szatni, Chciałam otworzyć szafkę ze swoimi ciuchami lecz ona była tak zatrzaśnięta że sama nie mogłam jej otworzyć. poszłam poszukać kogoś by mi pomógł.
-Pomógł byś mi otworzyć szafkę?-zapytałam jakiegoś znajomego
-A co sama nie dajesz rady?
-Nie, to pomożesz?
-Oczywiście.. że nie. Spadaj blondi. -oddaliłam się na kilka kroków i wkurzona z całej siły wskoczyłam na jego plecy bijąc go pięściami w głowę. Jego Koledzy zszokowani całą sytuacją nie wiedzieli co robić. Ja nie dałam za wygraną, biłam go ile wlezie. Nie zauważając dyrektora, który zauważył całą sytuację.
-Wojciechowska do gabinetu! I to już!- zwalona z pleców tego palanta, poszłam za dyrektorem przy czym mrużąc oczy na tego gościa.
-Siadaj! -rozkazał. Usiadłam. -Opowiedz co się stało.
-Szafka mi się zatrzasnęła. -odparłam
-I to ma wszystko wyjaśniać?
-prosiłam o pomoc kolegę. A on do mnie "spadaj blondi" . to ma być pomoc?
-Ale nie musiałaś z pięściami na niego. Teraz będziesz miała przez to wszystko problemy!-uniósł się dyrektor, który jak zawsze nie tolerował takiego zachowania
-Mogę już iść?-z emocji zebrały mi się łzy.
-Idz. Ale wiedz że i tak nie przedzie Ci koło nosa. - wyszłam z tego cholernego pomieszczenia. Omijając ludzi na korytarzu. Słyszałam głupie śmiechy.
-I co? Znów na mnie naskoczysz, blondi? -powiedział ten typek. Nie zwracając uwagi na to weszłam do szatni. Próbowałam otworzyć tą pieprzoną szafkę. Szarpałam, waliłam kopałam na nic. Załamana głupią szafką usiadłam na ławce z twarzą w dłoniach.
-Ej lala co jest? -weszła Marysia
-Szafka się zepsuła a mam w niej wszystko.
-Jak to..? Poczekaj-popatrzyła na szafkę i po namyśle kopnęła ją z całej siły, a ona się otworzyła. Zdziwiłam się.
-A ja nie mogłam dać rady. Dzięki siostra. -wzięłam z niej ciuchy. I zaczęłam się przebierać.
-Słyszałam że byłaś u dyrektora.
-Oo. widzę że plotki szybko się rozchodzą.
-Oj no. Nie gniewaj się
-A czy ja się gniewam?
-Na to wygląda. -weszłyśmy na salę. Zaczęliśmy rozgrzewkę. Dalej nie pamiętam...
-Monika! -słaba otworzyłam oczy
-Co się stało?
-Zemdlałaś. -powiedziała Marysia
-Zadzwonię po twoich rodziców-powiedziała nauczycielka
-Rodziców nie ma w domu.-powiedziałam schylając głowę a długie blond włosy zakrywały moją bladą twarz
-A gdzie są?
-W pracy. Zawsze ich nie ma.
-To może Kamil odprowadzisz Monikę do domu? -powiedziała do niego
-dobrze, jak trzeba. -zgodził się
-To Monia przebierz się i Kamil Cię odprowadzi. -wzięłam poszłam do szatni. Wróciłam przebrana. Szliśmy w ciszy.
-Dlaczego się do mnie nie odzywałeś? -przerwałam ciszę
-Jakoś tak wyszło.
-Jakoś? A wiesz jak ja się czułam? Jak śmieć którego zostawiasz po zjedzeniu batona.
-Wiem. Przepraszam nie chciałem tak postąpić. Ale wiesz nie chcę żeby się Ewa dowiedziała
-Pogodziliście się?
-Tak, ale nie jestem pewien co do niej.-chwila ciszy-kocham ją a z drugiej strony nie. Sam nie wiem.
-To dlaczego nie chcesz żeby ona się nie dowiedziała?
-... Patrz jesteśmy już na miejscu.-wskazał
-A no tak. Zagapiłam się. -stanęłam przed drzwiami od bloku
-Zdrówka. Trzymaj się. - uśmiechnął się i poszedł.
*5 godzin póżniej*
Rodzice wrócili. Weszła mama do mojego pokoju oznajmując
-Monia przyjdz do kuchni -wstałam i poszłam
-Z mamą ustaliliśmy że pojedziemy do Warszawy z Olivierem. A ty zostaniesz z babcią tu w domu. Wyjeżdżamy jutro o 5 rano.
-Jaa?! Ja też chcę z wami jechać !!
-Przykro córuś ale mogę wziąć tylko dwie osoby-powiedziała mama
-Wiecie co jesteście okropni! - zamknęłam się w pokoju. Oparta o drzwi zaczęłam płakać.
______________________________________________________
Wróciłam :D
I zostawiam rozdział :)
czwartek, 17 lipca 2014
Rozdział 3
Byliśmy już na miejscu. Zapukaliśmy, raz..dwa dopiero otworzyła jego matka.
-Dobry wieczór mamo.-powiedział Kamil
-Dobry wieczór-powiedziałam nie pewnie
-Witam, witam. Co się dzieje? -zapytała
-Znów pokłóciłem się z ojcem a mojej... przyjaciółce zdarzyła się podobna sytuacja-poparzył na mnie
-To wchodźcie, zimno jest. -pokazała gestem by wejść
-Nie gniewasz się mamo?
-Skąd że. Tylko jeden problem. Mam o jeden pokój za mało.- zażartowała
-Możemy razem spać w jednym, to nic złego-powiedział Kamil
-Na pewno? Teraz chodźcie, coś zjeść. -zaprowadziła nas do kuchni.
Po skończonym posiłku , poszliśmy do pokoju. Kamil położył się na łóżku.
-Mam nadzieje że mnie tu nie znajdą-westchnęłam
-Jak niby? masz komórkę ?
-Mam. -wyciągnęłam z kieszeni, zauważyłam nieodebrane od mamy-popatrz-rzuciłam mu telefon
-Spokojnie przy mnie Ci nic nie grozi-położyłam się koło niego.
-Mogę być pewna?
-Na 100% -zaśmiał się -daj telefon -wziął go z pod poduszki
-Nie proszę.-próbowałam mu zabrać, weszłam mu na kolana. Ale tym że jestem zmęczona, odpuściłam. Oparłam się głową o jego klatkę. A on prze szpiegował mi telefon.
-Ładnie tu wyszłaś-pokazał-a to kto? -pokazał zdjęcie z chłopakiem
-To mój kuzyn-spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się ze sobą zetknęły. Jakby czas w około się zatrzymał. Jego niebieskie oczy mnie oczarowały. Mieliśmy blisko swoje twarze, nasze usta złączyły się w jeden nie pewny pocałunek potem w bardzo gorący.
Czułam te motylki w brzuchu. Po raz pierwszy się pocałowałam. Ten mój moment w którym świat przestał istnieć, moje marzenie się spełniło ale czy dobrze postąpiłam?
-Przepraszam..-odsunęłam od niego twarz -Nie powinnam tego robić. Jeszcze raz przepraszam.-wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam się w łazience. Napuściłam do wanny gorącą wodę. Weszłam do niej i zanurzyłam się. Nie mogłam przestać myśleć o tym pocałunku. Jak mógł odwzajemniać moje pocałunki jeśli kocha swoją dziewczynę. Fakt oni się pokłócili ale kto wie może się zejdą a ja mu w tym utrudniam. Nie wiem co mnie podkusiło by go pocałować. Może dlatego że czuje do niego coś więcej, a on do mnie nic. Chciałam spróbować jak to jest z pocałunkiem i już wiem. Czułam jak chce mnie odepchnąć na samym początku ale później mu się to spodobało. Sama nie wiem co o tym myśleć. Po skończonej kąpieli wróciłam do pokoju.
-Chyba nie będziesz spać w ciuchach.-popatrzył. Byłam nie pewna cokolwiek mu powiedzieć ale odważyłam się.
-A mam inne wyjście?-jeszcze raz popatrzył z góry na dół i rzekł
-Dam Ci moją koszulkę-wstał, pogrzebał coś w szafie-no musi tu być o jest-wyciągnął jedwabną dużą koszule, dał mi
-Dziękuję. -obróciłam się, zdjęłam swoją bluzkę i założyłam koszulkę, zdjęłam też spodnie i wskoczyłam do pościelonego łóżka. A Kamil położył się koło mnie. Popatrzałam się na niego
-Nie jesteś na mnie zły? -zapytałam nie pewnie
-Ja? Niby czemu?
-Ty wiesz za co...
-Nie no coś ty.-obrócił się -dobranoc-powiedział chłodno
-Dobranoc..-posmutniałam i też obróciłam się na drugi bok. Długo nie mogłam zasnąć, cały czas moja głowa myślała. Kiedy ma myśleć to nie myśli a wtedy co nie trzeba to myśli. Po jakimś czasie poczułam na sobie dłoń. Kamil objął mnie w pasie i po tym krótkim czasie usnęłam.
*Rano*
Po śniadaniu, odebrałam telefon od mamy
-Haloo.?
-Córciu, gdzie jesteś? Martwię się.
-To tatulek się nie poskarżył?
-Co takiego?
-To że mnie pobił!?- zebrały mi się łzy w oczach
-Co ty wygadujesz, ojciec by takiego czegoś nie zrobił!
-To teraz trzymasz jego stronę? A ja?! Myśleliście chociaż o mnie?!
-To nie tak..
-A jak? Dla was się liczy tylko praca, pieniądze i Olivier! -rozłączyłam się.
-Przepraszam że tak nakrzyczałam i za to że robię problemy. -ruszałam w stronę wyjścia
-Chociaż podwieziemy Cię do domu-powiedział Kamil
-Nie. Nie chce tam wracać. Ale dziękuję za to co dla mnie zrobiliście.-sztucznie się uśmiechnęłam-Do widzenia-Wyszłam z domu. Miałam zamiar iść do mojej babci. Zamówiłam taksówkę i podjechałam pod jej dom. Zapukałam, otworzyła mi.
-Dzień dobry babciu-przytuliłam się do niej
-No Witaj, wnusiu. Co Cię do mnie sprowadza? -zapytała, wpuszczając mnie do środka.
-A nic. Problemy mam.-weszłam do salonu i od razu usiadłam.
-Znów kłótnie? -zapytała
-Też, babciu. Ale nie tylko, coś poważniejszego.
-Poczekaj zaraz zrobię herbatkę-poszła do kuchni. Po chwili przyszła z herbatą, dla mnie zrobiła moją ulubioną z miodem. Wyżaliłam się babci co leżało mi na sercu, co zrobił mój ojciec aż do tego momentu. Zawsze mogę się jej wygadać.
-Mogę zostać u Ciebie babciu? -zapytałam nie pewnie
-Zawsze możesz ale jutro szkoła to może powinnaś jechać do domu?
-Ja tam nie chcę wracać.
-Ale kochana. Musisz.
-Nie i koniec.-wzięłam poduszkę pod brzuch, bardzo ją ściskając. Babcia gdzieś wyszła. Przyszedł do mnie klakier, kotek babuni. Usiadł na moich kolanach. A ja zaczęłam go głaskałać. Do pomieszczenia weszła babcia z moimi rodzicami. Przestraszyłam się.
-Skarbie...-przytuliła się do mnie mama.
-Puść mnie! -odsunęłam ją od siebie
-Co się z tobą stało? Jesteś taka inna...-popatrzała na mnie ze zapłakanymi oczami.
-Dorastam mamuś, dorastam. -powiedziałam obojętnie.
-Dosyć tych czułości, jedziemy już do domu.-powiedział wściekły ojciec
-Babciuu..-popatrzałam na nią ze zaszklonymi oczami.
-To jest dla twojego dobra.-wyszeptała babunia. Razem z rodzicami wyszłam z budynku. W ciszy jechaliśmy do domu. Gdy przekroczyłam próg drzwi od razu zaczęła się awantura. Kazali mi iść do kuchni, wskazali na krzesło by usiąść. Jak kazali tak też zrobiłam. No i zaczęli
-Gdzie byłaś?-nie odzywałam się-Pytam się gdzie byłaś tej nocy?-cisza-Do cholery jasnej mów gdzie byłaś! Matka przez to spać nie mogła i do pracy nie poszła! -krzyczał Ojciec
-Trochę przyhamuj. Córciu powiesz nam gdzie byłaś?
-...Byłam w parku, spałam w rowie przykryta liśćmi. Rano poszłam do babci... -powiedziałam sarkastycznie
-Nie kłam!-rodziciel walną ręką w stół
-Mówię prawdę!-krzyknęłam
-Przestań-prawie walną by mnie w twarz
-Co ty oszalałeś?! Nie normalny jesteś?!-krzyczała na niego moja matka. Ja już miałam tego dość i weszłam do pokoju. prawie cały czas w nim siedziałam i bezinteresownie gapiłam się w ekran telefonu. Dopiero pod wieczór poszłam przejść się na spacer. Założyłam bluzę i buty wyszłam z bloku. Błądziłam uliczkami, tam i tu. Nie było już nic ciekawego, usiadłam na murku patrząc się na skocznie dla deskorolek. Poczułam jak ktoś się skrada za moimi plecami szybko się odwróciłam.
-Eehh..! nie udało mi się. -zaśmiał się Kamil
-Hej co ty tu robisz?-na jego widok się uśmiechnęłam
-Właśnie wyszedłem pojeździć , patrze a tu ktoś siedzi a mówię sobie to Monika, nie myliłem się to na prawdę ty-śmiał się siadając koło mnie, kładąc na betonie deskę.
-Nie gadaj że umiesz na jej jeździć-cały czas uśmiech nie schodził mi z twarzy
-Umiem, nawet Ci pokażę-zeskoczył-No chodź-jechał na niej na skocznie a ja za nim podążałam. Pokazywał jak na prawdę umie jeździć. Wyglądał na tym obłędnie.
-Nie wywal się!-na co on przyjechał na niej koło mnie
-Nie wywalę się, teraz twoja kolej-zszedł z niej
-Chyba żartujesz ja nigdy nie miałam z nią do czynienia
-Nigdy?
-No dobra, to było raz ale potem zaliczyłam glebę-zaśmialiśmy się. Weszłam na deskę a on obok objął mnie i trzymał a ja powoli jechałam. On mnie trzymał przy czym jeszcze bardziej popychał aż za mocno i wylądowaliśmy na Ziemi, ja na nim.
-Miałeś mnie trzymać!
-Nadal trzymam-tak cały czas leżeliśmy na Ziemi. Patrzeliśmy sobie w oczy aż do momentu przyjścia tak przyjścia kogoś...
-Emmgghh.. -dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi
-To nie tak jak myślisz-tłumaczył się Kamil
-Powiem jej to! szła już
-Czekaj, czekaj-poszedł za nią, ja tylko stałam i podsłuchiwałam-Jak jej powiesz to pożałujesz. Masz trzymać tą swoją mordę na kłódkę, a tak przy okazji to ona jest dla mnie bliską osobą.
-A teraz ty mnie posłuchaj, jak jeszcze raz Cię z nią zobaczę albo zauważę że nią rozmawiasz to nie zawaham się powiedzieć to wszystko Ewie! Żegnam. -poszła. Ja podeszłam do niego
-Może w czymś pomóc?
-Zostaw mnie, to wszystko twoja wina! Nie potrzebnie wyszedłem z domu.
-A no tak to przecież moja wina, a kogo tu by innego. Widzę że wszystkim przeszkadzam, do zobaczenia.
-Żegnaj!-cały wściekły wrócił do domu. A ja niby też do swojego. Po jakimś czasie wróciłam, ale teraz bez żadnych awantur. Położyłam się na łóżku, myśląc o tym co teraz się stało. Z moich rozmyśleń przerwał mi telefon.
-Tak, słucham?
-Hej to ja Kamil
-Skąd masz mój numer? -zdziwiłam się
-A no wiesz jakoś tak sam się wpisał
-Mówisz że sam się wpisał to ten twój telefon to jakiś magiczny jest.
-No widzisz
-Dzwonisz pewnie w jakiejś sprawie...
-Skąd wiesz a może nie?
-Przez te kilka dni Cię dobrze znam.
-No właśnie chcę Cię przeprosić, ta dzisiejsza akcja to trochę taka dziwna i ja jeszcze do tego się na Ciebie uniosłem nie potrzebnie, jestem na prawdę głupi.
-Jeśli masz mnie przepraszać to przyjdź pod drzwi siedź do samego rana z bukietem róż. -zachichotałam
-Nawet dobry pomysł, muszę wypróbować-zaśmiał się-a i jeszcze jedno chciałem usłyszeć twój głos przed zaśnięciem.
-Miło
-To dobranoc, do jutra widzimy się w szkole
-Dobranoc, śmieciu-zaśmiałam się i rozłączyłam. Ledwo co zapisałam jego numer i usnęłam
_____________________________________________
Hej robaczki, dodaję bardzo późno rozdzialik :*
Mam nadzieje że się podoba :) :*
-Dobry wieczór mamo.-powiedział Kamil
-Dobry wieczór-powiedziałam nie pewnie
-Witam, witam. Co się dzieje? -zapytała
-Znów pokłóciłem się z ojcem a mojej... przyjaciółce zdarzyła się podobna sytuacja-poparzył na mnie
-To wchodźcie, zimno jest. -pokazała gestem by wejść
-Nie gniewasz się mamo?
-Skąd że. Tylko jeden problem. Mam o jeden pokój za mało.- zażartowała
-Możemy razem spać w jednym, to nic złego-powiedział Kamil
-Na pewno? Teraz chodźcie, coś zjeść. -zaprowadziła nas do kuchni.
Po skończonym posiłku , poszliśmy do pokoju. Kamil położył się na łóżku.
-Mam nadzieje że mnie tu nie znajdą-westchnęłam
-Jak niby? masz komórkę ?
-Mam. -wyciągnęłam z kieszeni, zauważyłam nieodebrane od mamy-popatrz-rzuciłam mu telefon
-Spokojnie przy mnie Ci nic nie grozi-położyłam się koło niego.
-Mogę być pewna?
-Na 100% -zaśmiał się -daj telefon -wziął go z pod poduszki
-Nie proszę.-próbowałam mu zabrać, weszłam mu na kolana. Ale tym że jestem zmęczona, odpuściłam. Oparłam się głową o jego klatkę. A on prze szpiegował mi telefon.
-Ładnie tu wyszłaś-pokazał-a to kto? -pokazał zdjęcie z chłopakiem
-To mój kuzyn-spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się ze sobą zetknęły. Jakby czas w około się zatrzymał. Jego niebieskie oczy mnie oczarowały. Mieliśmy blisko swoje twarze, nasze usta złączyły się w jeden nie pewny pocałunek potem w bardzo gorący.
Czułam te motylki w brzuchu. Po raz pierwszy się pocałowałam. Ten mój moment w którym świat przestał istnieć, moje marzenie się spełniło ale czy dobrze postąpiłam?
-Przepraszam..-odsunęłam od niego twarz -Nie powinnam tego robić. Jeszcze raz przepraszam.-wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam się w łazience. Napuściłam do wanny gorącą wodę. Weszłam do niej i zanurzyłam się. Nie mogłam przestać myśleć o tym pocałunku. Jak mógł odwzajemniać moje pocałunki jeśli kocha swoją dziewczynę. Fakt oni się pokłócili ale kto wie może się zejdą a ja mu w tym utrudniam. Nie wiem co mnie podkusiło by go pocałować. Może dlatego że czuje do niego coś więcej, a on do mnie nic. Chciałam spróbować jak to jest z pocałunkiem i już wiem. Czułam jak chce mnie odepchnąć na samym początku ale później mu się to spodobało. Sama nie wiem co o tym myśleć. Po skończonej kąpieli wróciłam do pokoju.
-Chyba nie będziesz spać w ciuchach.-popatrzył. Byłam nie pewna cokolwiek mu powiedzieć ale odważyłam się.
-A mam inne wyjście?-jeszcze raz popatrzył z góry na dół i rzekł
-Dam Ci moją koszulkę-wstał, pogrzebał coś w szafie-no musi tu być o jest-wyciągnął jedwabną dużą koszule, dał mi
-Dziękuję. -obróciłam się, zdjęłam swoją bluzkę i założyłam koszulkę, zdjęłam też spodnie i wskoczyłam do pościelonego łóżka. A Kamil położył się koło mnie. Popatrzałam się na niego
-Nie jesteś na mnie zły? -zapytałam nie pewnie
-Ja? Niby czemu?
-Ty wiesz za co...
-Nie no coś ty.-obrócił się -dobranoc-powiedział chłodno
-Dobranoc..-posmutniałam i też obróciłam się na drugi bok. Długo nie mogłam zasnąć, cały czas moja głowa myślała. Kiedy ma myśleć to nie myśli a wtedy co nie trzeba to myśli. Po jakimś czasie poczułam na sobie dłoń. Kamil objął mnie w pasie i po tym krótkim czasie usnęłam.
*Rano*
Po śniadaniu, odebrałam telefon od mamy
-Haloo.?
-Córciu, gdzie jesteś? Martwię się.
-To tatulek się nie poskarżył?
-Co takiego?
-To że mnie pobił!?- zebrały mi się łzy w oczach
-Co ty wygadujesz, ojciec by takiego czegoś nie zrobił!
-To teraz trzymasz jego stronę? A ja?! Myśleliście chociaż o mnie?!
-To nie tak..
-A jak? Dla was się liczy tylko praca, pieniądze i Olivier! -rozłączyłam się.
-Przepraszam że tak nakrzyczałam i za to że robię problemy. -ruszałam w stronę wyjścia
-Chociaż podwieziemy Cię do domu-powiedział Kamil
-Nie. Nie chce tam wracać. Ale dziękuję za to co dla mnie zrobiliście.-sztucznie się uśmiechnęłam-Do widzenia-Wyszłam z domu. Miałam zamiar iść do mojej babci. Zamówiłam taksówkę i podjechałam pod jej dom. Zapukałam, otworzyła mi.
-Dzień dobry babciu-przytuliłam się do niej
-No Witaj, wnusiu. Co Cię do mnie sprowadza? -zapytała, wpuszczając mnie do środka.
-A nic. Problemy mam.-weszłam do salonu i od razu usiadłam.
-Znów kłótnie? -zapytała
-Też, babciu. Ale nie tylko, coś poważniejszego.
-Poczekaj zaraz zrobię herbatkę-poszła do kuchni. Po chwili przyszła z herbatą, dla mnie zrobiła moją ulubioną z miodem. Wyżaliłam się babci co leżało mi na sercu, co zrobił mój ojciec aż do tego momentu. Zawsze mogę się jej wygadać.
-Mogę zostać u Ciebie babciu? -zapytałam nie pewnie
-Zawsze możesz ale jutro szkoła to może powinnaś jechać do domu?
-Ja tam nie chcę wracać.
-Ale kochana. Musisz.
-Nie i koniec.-wzięłam poduszkę pod brzuch, bardzo ją ściskając. Babcia gdzieś wyszła. Przyszedł do mnie klakier, kotek babuni. Usiadł na moich kolanach. A ja zaczęłam go głaskałać. Do pomieszczenia weszła babcia z moimi rodzicami. Przestraszyłam się.
-Skarbie...-przytuliła się do mnie mama.
-Puść mnie! -odsunęłam ją od siebie
-Co się z tobą stało? Jesteś taka inna...-popatrzała na mnie ze zapłakanymi oczami.
-Dorastam mamuś, dorastam. -powiedziałam obojętnie.
-Dosyć tych czułości, jedziemy już do domu.-powiedział wściekły ojciec
-Babciuu..-popatrzałam na nią ze zaszklonymi oczami.
-To jest dla twojego dobra.-wyszeptała babunia. Razem z rodzicami wyszłam z budynku. W ciszy jechaliśmy do domu. Gdy przekroczyłam próg drzwi od razu zaczęła się awantura. Kazali mi iść do kuchni, wskazali na krzesło by usiąść. Jak kazali tak też zrobiłam. No i zaczęli
-Gdzie byłaś?-nie odzywałam się-Pytam się gdzie byłaś tej nocy?-cisza-Do cholery jasnej mów gdzie byłaś! Matka przez to spać nie mogła i do pracy nie poszła! -krzyczał Ojciec
-Trochę przyhamuj. Córciu powiesz nam gdzie byłaś?
-...Byłam w parku, spałam w rowie przykryta liśćmi. Rano poszłam do babci... -powiedziałam sarkastycznie
-Nie kłam!-rodziciel walną ręką w stół
-Mówię prawdę!-krzyknęłam
-Przestań-prawie walną by mnie w twarz
-Co ty oszalałeś?! Nie normalny jesteś?!-krzyczała na niego moja matka. Ja już miałam tego dość i weszłam do pokoju. prawie cały czas w nim siedziałam i bezinteresownie gapiłam się w ekran telefonu. Dopiero pod wieczór poszłam przejść się na spacer. Założyłam bluzę i buty wyszłam z bloku. Błądziłam uliczkami, tam i tu. Nie było już nic ciekawego, usiadłam na murku patrząc się na skocznie dla deskorolek. Poczułam jak ktoś się skrada za moimi plecami szybko się odwróciłam.
-Eehh..! nie udało mi się. -zaśmiał się Kamil
-Hej co ty tu robisz?-na jego widok się uśmiechnęłam
-Właśnie wyszedłem pojeździć , patrze a tu ktoś siedzi a mówię sobie to Monika, nie myliłem się to na prawdę ty-śmiał się siadając koło mnie, kładąc na betonie deskę.
-Nie gadaj że umiesz na jej jeździć-cały czas uśmiech nie schodził mi z twarzy
-Umiem, nawet Ci pokażę-zeskoczył-No chodź-jechał na niej na skocznie a ja za nim podążałam. Pokazywał jak na prawdę umie jeździć. Wyglądał na tym obłędnie.
-Nie wywal się!-na co on przyjechał na niej koło mnie
-Nie wywalę się, teraz twoja kolej-zszedł z niej
-Chyba żartujesz ja nigdy nie miałam z nią do czynienia
-Nigdy?
-No dobra, to było raz ale potem zaliczyłam glebę-zaśmialiśmy się. Weszłam na deskę a on obok objął mnie i trzymał a ja powoli jechałam. On mnie trzymał przy czym jeszcze bardziej popychał aż za mocno i wylądowaliśmy na Ziemi, ja na nim.
-Miałeś mnie trzymać!
-Nadal trzymam-tak cały czas leżeliśmy na Ziemi. Patrzeliśmy sobie w oczy aż do momentu przyjścia tak przyjścia kogoś...
-Emmgghh.. -dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi
-To nie tak jak myślisz-tłumaczył się Kamil
-Powiem jej to! szła już
-Czekaj, czekaj-poszedł za nią, ja tylko stałam i podsłuchiwałam-Jak jej powiesz to pożałujesz. Masz trzymać tą swoją mordę na kłódkę, a tak przy okazji to ona jest dla mnie bliską osobą.
-A teraz ty mnie posłuchaj, jak jeszcze raz Cię z nią zobaczę albo zauważę że nią rozmawiasz to nie zawaham się powiedzieć to wszystko Ewie! Żegnam. -poszła. Ja podeszłam do niego
-Może w czymś pomóc?
-Zostaw mnie, to wszystko twoja wina! Nie potrzebnie wyszedłem z domu.
-A no tak to przecież moja wina, a kogo tu by innego. Widzę że wszystkim przeszkadzam, do zobaczenia.
-Żegnaj!-cały wściekły wrócił do domu. A ja niby też do swojego. Po jakimś czasie wróciłam, ale teraz bez żadnych awantur. Położyłam się na łóżku, myśląc o tym co teraz się stało. Z moich rozmyśleń przerwał mi telefon.
-Tak, słucham?
-Hej to ja Kamil
-Skąd masz mój numer? -zdziwiłam się
-A no wiesz jakoś tak sam się wpisał
-Mówisz że sam się wpisał to ten twój telefon to jakiś magiczny jest.
-No widzisz
-Dzwonisz pewnie w jakiejś sprawie...
-Skąd wiesz a może nie?
-Przez te kilka dni Cię dobrze znam.
-No właśnie chcę Cię przeprosić, ta dzisiejsza akcja to trochę taka dziwna i ja jeszcze do tego się na Ciebie uniosłem nie potrzebnie, jestem na prawdę głupi.
-Jeśli masz mnie przepraszać to przyjdź pod drzwi siedź do samego rana z bukietem róż. -zachichotałam
-Nawet dobry pomysł, muszę wypróbować-zaśmiał się-a i jeszcze jedno chciałem usłyszeć twój głos przed zaśnięciem.
-Miło
-To dobranoc, do jutra widzimy się w szkole
-Dobranoc, śmieciu-zaśmiałam się i rozłączyłam. Ledwo co zapisałam jego numer i usnęłam
_____________________________________________
Hej robaczki, dodaję bardzo późno rozdzialik :*
Mam nadzieje że się podoba :) :*
niedziela, 1 czerwca 2014
Rozdział 2
Ponownie spotykamy się w szkole. Aktualnie mamy wychowanie fizyczne. Pan od w-f'u dał nam duży wysiłek.
-Jeszcze 5 minut! biegać, biegać! -krzyczał do nas. Ja biegłam razem z Marysią, Szymonem i Kamilem. Kamil obok mnie coś gadał a mi robiło się słabo i coraz cicho go słyszałam. Dalej nic nie pamiętam...
-Monika! Monika!-otworzyłam oczy, widziałam taką mgłę przy mnie był Kamil jak i wszyscy zgromadzeni
-Co się stało? -mówiłam słabo
-Zemdlałaś, jakby nie Kamil to byś upadła i nie wiadomo co jeszcze sobie zrobiła-poinformował mnie nauczyciel. Siedziałam na ławce pijąc wodę, którą przyniósł mi mój bohater.
-Już jest lepiej ? -zapytał siedząc koło mnie
-Mhm..-patrzałam na niego a serce biło jak oszalałe
-Może chciałabyś ...-nie dokończył
-Kamil do reszty, gdzie się obijasz ? -przerwał mu pan od wychowania fizycznego
-Przepraszam... trzymaj się-załapał mnie za rękę a potem puścił. Poszedł do reszty, ja z całej tej sytuacji nawet mu nie podziękowałam, jaka sierota ze mnie. Co lekcję mi się przyglądał tak dyskretnie.
Po lekcjach postanowiłam zostać na dodatkowej fizyce, jakoś mi z nią nie idzie. Siedziałam pod klasą wraz z moją ulubienicą "książką". Przyszedł do mnie Kamil.
-Hej-dosiadł się do mnie-Nie mogłem Cię znaleźć-zaśmiał się-Chciałem Ci powiedzieć...-znów mu przerwało zadzwonił dzwonek. Jak dzwonek przestał dzwonić to powiedział
-Czy chciałabyś...-nie dokończył
-Kamil ! Chodź tu szybko, sedes petardą wywalili-przyszedł po niego kolega
-Wybacz... może zobaczymy się następnym razem- No na pewno..pomyślałam. Weszłam do klasy oczywiście spóźniona.
-Kogo ja tu widzę? -powiedział uradowany Kowalski
-Proszę niech pan daruje sobie szczegółów-powiedziałam obojętnie i usiadłam na końcu w ławce
-Psstt... mogę się przysiąść ? -zapytał Adrian
-Jak musisz to chodź-odsunęłam krzesło a on usiadł
-Mam sprawę
-To mów-w tym momencie wyciągałam piórnik i zeszyt
-Robię imprezę, przyjdziesz?
-Nie wiem czy przyjdę rodzice na pewno mi nie pozwolą bo będę musiała się zająć młodszym bratem
-Już przyszła i gada-powiedział nauczyciel
-Przepraszam, ale przyszłam po to by się czegoś nauczyć a tu mój kolega mi tłumaczy-pokazałam ręką na niego i podniosłam zeszyt do góry.
-I jak? zgadzasz się? -zapytał
-Jak mi rodzice pozwolą to przyjdę a jak nie to trudno, teraz to się uczymy bo miła lekcja się zapowiada-powiedziałam ironią. Po skończonej lekcji podreptałam do domu sama bo Marysia kończyła o godzinę wcześniej niż ja. Idąc ulicą usłyszałam za sobą głos Kamila, obróciłam się
-Monika poczekaj!-przybiegł do mnie
-Tak?
-Od pewnego czasu zbieram się by Ci coś powiedzieć tylko zawsze mi ktoś przeszkadza a więc... Pójdziesz ze mną do Adriana na imprezę?
-No nie wiem..
-Czemu ?
-Muszę pilnować brata.
-A ile on ma lat ?
-Trzy -zaśmiałam się
-To wykombinuj coś i przyjdź do mnie.
-Zobaczę. Wejdziesz? - zapytałam gdy zatrzymaliśmy się przy drzwiach od bloku
-Nie będę się narzucał.
-A może jednak?- spojrzałam mu się w oczy
-Jak tak bardzo nalegasz.-zaśmiał się, zadzwoniłam domofonem pod swoje nazwisko, otworzył nam mój brat. Weszliśmy do środka.
-Sam jesteś?
-Tiak, a mogę iść do Oskara?
-Idz, w końcu będzie spokój-pomruczałam pod nosem, złapałam Kamila za rękę i zaprowadziłam go do swojego pokoju. -Chcesz coś do picia? -zaśmiałam się
-Nie, dzięki.
-Ale i tak Ci przyniosę. -poszłam do kuchni. Wróciłam z dwoma szklankami soku wraz z ciastkami.
-Masz fajny pokój.
-Dzięki, tata projektował.
-Twój tata jest architektem?
-Tak, a co znasz go?
-Nie, ale domyśliłem się-zaśmiałam się. Nasza rozmowa trwała bardzo długo.
-Masz chłopaka?
-Nie. a ty dziewczynę? -uśmiechnęłam się
-Mam. -a mi zszedł uśmiech z twarzy i ukuło mnie w brzuchu-ale to nie jest do końca pewne bo nie dawno się pokłóciliśmy.
-Mhm.. -westchnęłam
-Przepraszam, ale muszę już iść tata każe mi wracać. -przeczytał sms'a
-No dobra.-odprowadziłam go do drzwi.
-No to do jutra-pocałował mnie w polik
-Pa-uśmiechnęłam się do niego i pomachałam. Ma dziewczynę. Będę walczyć. Ubrałam buty, zamknęłam drzwi i poszłam do przyjaciółki na piętro wyżej.
-Dzień dobry, przyszłam po Oliviera
-Dzień dobry, Olivier siostra po Ciebie przyszła-przyszedł i zakładał swoje białe adidasy
-Marysi nie ma?
-Nie, jest u Szymona
-Dziękuję, do widzenia.-pożegnałam się i wróciłam z młodym do mieszkania. Zastałam w nim tatę, który był zły, bardzo.
-Czemu tak późno byłaś z nim u Marysi?-zapytał wściekły
-To on był tam długo.-przeciwstawiłam się mu
-A ty gdzie byłaś jak on tam był?
-Uczyłam się
-Tio nie prafda , tu bił jakiś chłopak-zestresowałam się
-Mówiłem że masz nikogo obcego nie przyprowadzać do domu!
-To nie jest nikt obcy!
-Oprócz Marysi ma nikt nie przychodzić !
-Zabraniasz mi!? Mam sama siedzieć w domu?! Zawsze tak jest, ty i mama tylko zajmujecie się Olivierem a ja wam nie jestem potrzebna! Będzie najlepiej jak umrę! To wtedy będziecie mieli spokój!
-Zamknij się- a ojciec przywalił mi z ręki w twarz. Cała rozczarowana, tym co zrobił wybiegłam z domu. Gdy zabrakło mi tchu usiadłam na najbliższej ławce. Było już ciemno i zimno jak na początek wiosny to zimne już wieczory, ja na krótki rękaw stuliłam nogi i płakałam.
-Monika?! -krzyknął Kamil, podniosłam głowę
-Kamil? A co ty tu robisz?
-Wyszedłem... na spacer. A ty? Ej zimno jest , przeziębisz się -przykrył mnie czarną skórzaną kurtką, która pachniała jego perfumami.
-Ja też, tylko zapomniałam bluzy. -spojrzałam na niego
-Nie kłam, widzę że płakałaś powiedz co się dzieje.-mówił takim miłym spokojnym głosem.
-Mogę Ci zaufać.
-No pewnie.
-...Od pewnego czasu mój tata zrobił się zły, agresywny. Mamy nie ma codziennie w domu, moim bratem czasem ona się zajmie albo babcia, która czasem przychodzi. Ja jak przychodzę do domu to jestem sama, nie mam wparcia w rodzinie, zawsze jak coś Olivier zbroi to wszystko spada na mnie oni mi nie ufają, Tylko Olivier i Olivier a ja już się nie liczę. Mam dość. A teraz uciekłam z domu bo... Ojciec mnie pobił. -rozpłakałam się.
-Spokojnie, masz mnie-przytulił mnie do swojej klatki piersiowej. Czułam się bezpiecznie w jego ramionach.-Moi rodzice rozwiedli się , wychowuję mnie ojciec i macocha. Teraz wyszedłem na zewnątrz bo nie mogę wytrzymać, coraz częściej kłócę się z tatą.
-Współczuję Ci-wtuliłam się jeszcze bardziej.
-Mam pomysł, możemy się schronić u mojej mamy mieszka niecałe dwa kilometry stąd.
-Jesteś tego pewien?
-Chodź, te dwa kilometry nie pójdą na marne. -zażartował sobie, złapał mnie za rękę i poszliśmy przed siebie.
___________________________________________________
Hejka! ;**
No i jest 2 rozdział ;D Czekam na komentarze. :) Buziaczki. ;**
sobota, 26 kwietnia 2014
Rozdział 1
Jestem w szkole. Siedzę w ławce z moją najlepszą przyjaciółką, cały czas myślę o Kamilu nie mogę się skupić na tym co mówi nauczyciel.
-Pani Wojciechowska powie nam.. wzór na ciepło właściwe- masz Ci los, czemu akurat to? zestresowana nie wiedziałam co powiedzieć
-C=Q podzielić przez M pomnożyć przez T -powiedział Kamil patrząc się na mnie a ja tylko podziękowałam uśmiechem.
-Dobrze, ale ty nie masz na imię Monika a może zmieniłeś płeć oj.. Kamil, Kamil-żartował sobie nauczyciela a cała klasa się śmiała -Kwiatkowski dostaje plusa a Wojciechowska dostaje minusa, prawię się zrymowało-powiedział pan Kowalski. Po dzwonku wyszliśmy z klasy, zaczepiłam Kamila.
-Ej, Dzięki że mi pomogłeś-powiedziałam niepewnie
-Nie masz za co dziękować, mogę coś jeszcze dla Ciebie zrobić? -zapytał a ja nie wiedziałam co powiedzieć, patrzyłam się mu prosto w oczy a po ciele przeszły mnie dreszcze.
-..Kamil! Kamil! Chodź zobaczyć co zrobił Szymon, mówię Ci pękniesz ze śmiechu-wzięli go ode mnie jego kumple, Kamil całą sytuacją był zdziwiony. Olał mnie. Usiadłam na schodach, wyciągnęłam książkę i zaczęłam ją przeglądać.
-Hej, co czytasz?-usiadł koło mnie Adrian, kolega z mojej klasy
-Ja nie czytam tylko uczę się wzorów bo ten palant wstawił mi minusa-przewróciłam oczami
-No fakt-powiedział
-Tiaa.. jak tak dalej pójdzie to będę zagrożona, mam już chyba dwie jedynki i dwa minusy-powiedziałam wściekła
-Będzie dobrze, mykam-poklepał mnie po plecach i odszedł. Zaś potem przyszła Marysia
-A ty od kiedy się uczysz ? -zapytała się śmiejąc
-Od dzisiaj-odpowiedziałam
-Wow, a co to jakieś święto? -cieszyła się
-A możesz tak zamknąć swoją piękną jadaczkę?
-Nie. -nadal się śmiała
-Czemu nie jesteś przy swoim Szymonie? Może sprawdzisz czy nie ma go w toalecie ? -powiedziałam ironicznie
-Daj spokój, Kochana. Jak tam Kamil?
-Nijak-powiedziałam obojętnie-znów mi się płyta zacięła i nic nie powiedziałam
-Dasz radę tylko musisz uwierzyć w siebie-objęła mnie ramieniem i pocałowała w czoło
-Nie wiem czy dam radę. Przyjdziesz dziś z Oskarem do mnie znów będę sama a tak to razem się może pouczymy.-zapytałam ją jak wstała
-Przyjdę, a teraz idę do Szymona, pa skarbie. -wysłała mi buziaka w powietrzu i poszła. Ponownie zostałam sama i uczyłam się na fizykę.
Po szkole, szłam z Marysią do naszego bloku. Kiedy przekroczyłam próg swojego mieszkania dopadła mnie mama
-Córuś jesteś w samą porę, zajmij się Oliwierem a ja muszę szybko pędzić do pracy mam na popołudniówkę-powiedziała i szybkim ruchem wyszła.
-Zejdź mi z oczu, szczeniaku i idź tam pobawić się -powiedziałam i poszłam do swojego pokoju, rzuciłam plecak na łóżko i razem z nim leżałam. potem zgłodniałam poszłam zjeść obiad po posiłku napisałam sms'a do Marysi by przyszła. Po kilku minutach zjawiła się w moim mieszkaniu.
-No Siema, kochana.-weszła do mojego pokoju i usiadła koło mnie na łóżku.
-Uczymy się? -zapytałam
-Fizyka?
-Taa.. -uczyliśmy się wzorów, doświadczeń i innych pierdół w książce. Zleciały nam dwie godziny.
-Mama do mnie napisała by bym wracała bo musimy jechać do babci
-No spoko, możesz iść-powiedziałam
-Oskar! Wracamy-krzyknęła po swojego brata
-To pa-pocałowała mnie w polik i wyszli.
-Co się lampisz?-wytknęłam język bratu
-Po tio sią oczi zeby patsały-odgryzł się
-I tak cię nie lubię-zamknęłam się w pokoju. Usiadłam na parapecie spoglądając w dół. Rozmyślałam. Znów te dni, czuję brak czułości. od rodziców nie mam na co liczyć na brata to już w ogóle, i no co na Marysię mogę liczyć. To ona mnie trzyma przy tym świecie jakby nie ona to już dawno by mnie tu nie było. Chcę w końcu się otworzyć, powiedzieć wszystko Kamilowi co do niego czuję ale jestem nieśmiała. przeczuwam że on mnie oleje.. jak zawsze. Nie będzie się odzywał, unikał, nie zwracał na mnie uwagi. Muszę coś zrobić by moja miłość do niego ujrzała światło dzienne. Oby wyszło. Zauważyłam swojego tatę od razu ciśnienie mi podskoczyło, boję się że znów będzie się na mnie wydzierał. szybko wyciągnęłam książki na łóżko i udawałam że się uczę. Słyszałam otwierające się drzwi i tupot stup, przeczuwałam że zaraz wejdzie do mojego pokoju ale jednak odetchnęłam z ulgą. Po jakichś pięciu minutach powtórzyło się, wszedł do mojego pokoju
-Czemu wyzywasz Oliwiera ?! i dlaczego wszystko w kuchni jest brudne?!
-Ale..
-Nie chcę słyszeć żadnych ale, masz nie wyzywać swojego młodszego brata i marsz do kuchni pozmywać naczynia! -rozkazał
-A kiedy mam się uczyć?-zapytałam
-Miałaś na to cały dzień a teraz idź sprzątać! -podreptałam do kuchni i zaczęłam zmywać naczynia. Ojciec z gazetą w ręku siedział na kanapie czytając i popijając kawę. Zastanawiam się czemu tak wcześnie wrócił do domu? nie będę się dopytywać bo jeszcze się na mnie uniesie. Skończyłam myć i poszłam do swojego pokoju. Uszykowałam sobie pidżamę i weszłam do łazienki. Zamknęłam się w niej i weszłam do wanny, zanurzyłam się i chciałam na trochę się wyciszyć. Przy muzyce.
Po wyjściu poszłam jeszcze sprawdzić co robi mój ojciec. Leżał na kanapie a raczej spał więc poszłam do swojego pokoju, położyłam się wygodnie w łóżku. Chciałam usnąć lecz nie mogłam, znów czuję się samotna, chciałabym się teraz do kogoś przytulić..
___________________________________________
No hej. :)
Zostawiam wam pierwszy rozdział. ;) Troszkę taki bezsensu ale jest. :)
Buziaczki. :*
wtorek, 22 kwietnia 2014
Prolog
Nastolatka z problemami sercowymi oraz rodzinnymi. Jest codziennie sama ze swoim bratem w domu, opiekuje się nim codziennie przychodząc ze szkoły. Jej matka jest sekretarką w biurze a ojciec architektem.
Dziewczyna ma przyjaciół ale jej to nie wystarcza by być w pełni szczęśliwym, pragnie tej miłości bliskiej jej osoby, przy której może się przytulić, pocałować... okazać uczucia. Rodzice są zajęci pracą i nie interesują się własną córką tylko młodszym synem. Coraz bardziej się oddala od swoich rodziców, zupełnie ze sobą nie rozmawiają. Chciałaby żeby ktoś ją pokochał.. żeby nie była sama. Zakochała się w chłopaku, nie ma śmiałości by do niego podejść i od tak porozmawiać. Ten chłopak to Kamil, widują się codziennie w szkole, Monika boi się zagadać lub porozmawiać. Jej nieśmiałość ją dobija chciałaby w końcu się przełamać aby z nim chociaż porozmawiać i bliżej się poznać. Znają się z widzenia i poprzez przyjaciół. Monika jest w nim zakochana po uszy, jeżeli jej plany nie wypalą to się załamie....
________________________________________________
Łoo.. :D Hejka. :)
Pewnie się zastanawiacie o czym będzie ten blog. :) Na pewno nie o Borussii :D
A więc to będzie o dziewczynie, która poszukuje miłości pragnie by mieć chłopaka co jest w nim zakochana..... i bla bla bla. :D dowiecie się w dalszych rozdziałach :D
Wpadłam na ten pomysł by utworzyć takiego bloga, tak z nie nacka :D na spontana :D więc może wam się spodoba a jak nie to trudno. :D Przeżyję. :D Dobra nie zanudzam. Papatki <3
środa, 16 kwietnia 2014
Bohaterowie

Monika Wojciechowska
Szesnastoletnia dziewczyna, która szuka swojej pierwszej miłości. Odnajduje ją dopiero teraz lecz nie od wzajemności. Jest miła, spokojna, pozbawiona uczuć. Odczuwa samotność, wtedy kiedy jest sama. Mieszka z swoimi rodzicami wraz z trzyletnim bratem Olivierem w Poznaniu. Chodzi do III gimnazjum, jej najlepszą przyjaciółką jest Marysia.
Marysia Karmowska
Szesnastoletnia nastolatka z marzeniami. Miła, ambitna, szczęśliwa, zabawna. Mieszka z rodzicami i ze swoim trzyletnim bratem Oskarem w Poznaniu, dokładniej w bloku piętro wyżej od swojej przyjaciółki Moniki. Ma chłopaka więc do bycia szczęśliwym nic jej nie jest potrzebne. Chodzi razem z Moniką do klasy.
Kamil Kwiatkowski
Szesnastoletni chłopak, zamieszkujący w bloku w Poznaniu. Czarujący swoim wyglądem przyciąga wszystkie dziewczyny ze szkoły. Jest zabawny, sympatyczny, uprzejmy. W związkach mu się zbytnio nie układa, nie może znaleźć tej jedynej. W szkole jest dużo ładnych dziewczyn lecz nie może się zdecydować. Jest najlepszym przyjacielem Szymona.

Szymon Fabiański
Rozrywkowy Szesnastoletni chłopak, który pragnie spełniać swoje marzenia. Jest wyrozumiały, szczęśliwy, śmieszny, traktuje ludzi tacy jacy są nie zależnie od wyglądu. Ma dziewczynę i nie widzi świata po za nią. Jet najlepszym przyjacielem Kamila i Moniki. Również mieszka w Poznaniu nie daleko swojej przyjaciółki.
+Inni... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)